Wiesław Sokołowski - trwanie - pismo literackie 2014


 
Rok założenia: 1986
ISSN 1507-9341

słowo o
TRWANIU


Kliknij na miniaturkę, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij "zamknij", aby wyjść.


WIESŁAW SOKOŁOWSKI
red. naczelny "Trwania"


***


Wywiady

z Wiesławem Sokołowskim



*

PRZYZWOICI


BANDYCI


> część pierwsza

> część druga

> część trzecia


*

I tego będę się 

nadal trzymał


> rozmowa


*

CIĄGLE  NAS  UCZĄ  
JAK  MAMY
SKAKAĆ  PRZEZ  KIJ

czyli jak sobie sami szkodzimy
> wywiad


*

Ptaki Niezwyciężone
Polskie Niezalezne Media


*

Zygmunt Trziszka (1937-2000)
tak pisze:

Wracając do Sokołowskiego - mamy do czynienia z prekursorem, mamy do czynienia z autorem, który nie pisze po to, żeby w ogóle pisać, tylko pisze dlatego że musi, że dyktat rzeczywistości go tak miażdży, maceruje, niszczy, że on się zachowuje adekwatnie do tej sytuacji, do tego położenia, że po pierwsze chce przetrwać ten okres, no, koncentracyjny. Przede wszystkim to wmawia sobie, że nie jest tak strasznie, bo przecież jak ktoś jedzie kolejką EKD, a jego kolejka w stronę Rawki podobna jest do EKD. To nie były warunki okupacyjne, że nagle ktoś leży, ktoś zabity, ktoś roztrzaskany – i właściwie mord psychiczny, to jest podstawowa forma morderstwa, która uprawiana jest w czasach wyspecjalizowanego, a bez mała skomputeryzowanego totalitaryzmu.

więcej




***


KALENDARIUM ZA


***

WIESŁAW SOKOŁOWSKI
i jego książki

Kliknij na miniaturkę, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij "zamknij", aby wyjść.




Kliknij na miniaturkę, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij "zamknij", aby wyjść.





FILM SZTUKA KASY

www.youtube.com/watch_popup 

FILM WIERSZ PRZESŁANIE
www.youtube.com/watch_popup

FILM ODEZWA DO WSTYDU
www.youtube.com/watch_popup

FILM ODEZWA DO KOŁKA W PŁOCIE
www.youtube.com/watch_popup

FILM ODEZWA DO NIKOGO
www.youtube.com/watch_popup



Sokół w Belwederze

Kancelaria Prezydenta
Rzeczypospolitej Polskiej
zaprosiła Agnieszkę
i Wiesława Sokołowskich
do BELWEDERU dnia
26 stycznia 2010 roku,
gdzie o godzinie 13 – tej
odbyła się ceremonia
odznaczenia Wiesława
Sokołowskiego Krzyżem
Kawalerskim Orderu
Odrodzenia Polski

Do najważniejszych
odznaczeń państwowych
należą: Order Orła
Białego, Order Virtuti
Militari i Order
Odrodzenia Polski,
a także Order Zasługi
Rzeczypospolitej Polskiej .
Zgodnie z ustawą z
16 października 1992 r.
o orderach
i odznaczeniach
( Dz. U. z 1992 r. nr 90,
poz. 450, z późn. zm.),
ordery przyznaje
prezydent RP z własnej
inicjatywy oraz na wniosek
premiera bądź Kapituły
Orderów.

Order Odrodzenia Polski
ustanowiony w 1921 r.
nadawanyjest za wybitne
zasługi położone w służbie
państwui społeczeństwu,
a zwłaszcza za wybitne
osiągnięcia w działalności
publicznej podejmowanej
z pożytkiem dla kraju, za
szczególne zasługi dla
umacniania suwerenności
i obronności kraju, dla
rozwoju gospodarki
narodowej, służby
publicznej, za wybitną
twórczość naukową,
literacką i artystyczną,
za wybitne zasługi dla
rozwoju współpracy
Rzeczypospolitej Polskiej
z innymi państwami
i narodami.

Kliknij na miniaturkę, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij "zamknij", aby wyjść.


***

- Lechowi Kaczyńskiemu



Ojczyzna

to wielka obojętność

mogił

dymi

wybucha

wznosi się

w otchłań cieczy

iskrą -





MIECZ

za tych bandziorów
co nas nachodzą
tutaj latami
przepraszam cię żono


za te kanalie
co od zawsze
po cudzych kątach
grzebią, węszą, szperają
przepraszam cię żono


za tą sobaczą swołocz
co Polskę
na oczach naszych
z żywej skóry obdzierają
przepraszam cię żono


za ten pomiot odmóżdżony
co od wielu pokoleń
jest pod jawną i skrytą
ochroną
przepraszam cię żono


za tych co zdradę
bez cienia żenady
pod niebiosa wychwalają
przepraszam cię żono


nie mogę się
z tym wszystkim pogodzić
więc z obawy i z lęku płyną
moje słowa


przepraszam cię
za każdy szary dzień
i za nic też


przepraszam cię żono
moja żono


Rawka
marzec 2012



***

POMNIK
UMARŁYCH
I ŻYWYCH



Krzyż z Krakowskiego

Przedmieścia

wzniesiony z lęku i trwogi

milionów

uświęcony –

naszą pieśnią

naszą mową

ma nie istnieć ?


Krzyż

i polskie kobiety

pod nim bite

azjatyckim sprytem

ma nie istnieć ?


Krzyż

wyświęcili

i wyparli się go zarazem

hierarchowie

judasze

ma nie istnieć ?


Krzyż

i otchłań co rośnie w nas

otchłań soczysta zielona

tak jakby z niej miała być

rzeźbiona suwerenna

korona

ma nie istnieć ?


Krzyż

szczerości, prawości

szacunku i godności


żywy ogień chwili

jeśli zapłonie staje się –


i wiecznością i pomnikiem

umarłych i żywych

ma nie istnieć ?


Rawka, dnia 25 października 2010 roku

***

CO CI ZROBIONO
POLSKO

- Jerzemu Juliuszowi Emirowi


1.

co ci zrobiono

Polsko

jakiż to koń

trojański

wjechał w progi

twe niezdobyte

i w serca

niezwyciężone…

 

2.

co ci zrobiono

Polsko

o, córo

nieba i ziemi

panno dojrzałych

kłosów zatracenia

pachnących pól

łubinu

jaśminu

wyciętych skrycie

spod okna

dzieciństwa

mego

co ci zrobiono?

 

3.

co ci zrobiono

Polsko

… powolutku idziem…

… powolutku myślem …

… potaniutku żyjem …

bo nie sposób siać

ani nadziei

ani dochodzić

praw swoich

 

4.

co ci zrobiono

Polsko

ja

schylony stoję

w środku nocy

swojej

ot, gałąź

a na niej nie ptaki

- na niej powróz

zawieszono

ot, życie

a w nim nie radość

- w nim zdradę

wywyższono

- to ci Polsko zrobiono

- to ci Polsko zrobiono



druk "Trwanie pomimo"
str 140 rok wydania1993


WIESŁAW SOKOŁOWSKI

***

OPINIE

 


Wiesław Sokołowski
- jeden najwybitniejszych
współczesnych polskich
poetów. Urodzony w 1944 r.
W latach 60 i 70 był
organizatorem niezależnego
środowiska twórców ZA.

Przez długie lata inwigilowany
przez PRL- owską służbę
bezpieczeństwa.

Redakcja Nieznany Świat
1/2007


Czy Sokołowski
jest męczennikiem za sztukę?
Wskazywałoby na to blisko
40 lat ustawicznej walki
o jej pryncypia i tyleż lat
wyniszczającej (w każdym
wymiarze) opozycyjności.
Jednak w jego wygłosach
niewiele jest kombatanctwa,
więcej zaś poczucia powinności
artystycznej, wierności sztuce
i samemu sobie.
Pośród żyjących obecnie
w Polsce, aktywnych twórców
poetów, niewielu może
szczycić się podobną
konsekwencją koncepcji
dzieła poetyckiego oraz wizji
posłannictwa człowieka sztuki,
co uparty “samotnik” z Rawki.

P. K.
NORMALNOŚĆ KONSEKWENTNA
Miesięcznik Literacka Polska
(1-2) 2003


Sokołowski ceni tradycję i ufa
trwałym wartościom (...)
Wspinając się ku górze,
pragnie unieść również świat.
Aby jak Atlas podtrzymać rozwój
najmniejszych nawet istot.

S. S.
BOŻE CHROŃ SOKOŁOWSKIEGO
Miesięcznik literacki
AKANT (Nr 6) 2003


Wiesław Sokołowski jest
jednym z najciekawszych
polskich poetów, a ja
poświęciłem mu kiedyś,
jeden ze swoich najważniejszych
reportaży. Nosił tytuł “Trzynasty
Krąg Sokoła” i został
opublikowany w 1988 r.
w tomie “Schody”, za który
dostałem wyróżnienie
“Życia Literackiego”.

M. R.
PRZYPADKI METAFIZYCZNE,
2002

***

WIESŁAW SOKOŁOWSKI jest
pomysłodawcą, organizatorem
ZRZESZENIA
ARTYSTYCZNEGO "ZA"
zarejestrowanego w lutym
1981 roku.

ZRZESZENIE
ARTYSTYCZNE „ZA"

jest organizacją twórców
profesjonalnych
- poetów, malarzy, grafików,
rzeźbiarzy, muzyków,
architektów, filmowców,
krytyków sztuki.

Zrzeszamy twórców z całego kraju.

Celem naszej organizacji jest:

1.Tworzenie nowatorskich wartości w sztuce.
2. Integracja różnych środowisk twórczych dla jedności dalszego rozwoju kultury narodowej.

Grupa poetycka „ZA" powstała
w roku 1973 z inicjatywy
WIESŁAWA
SOKOŁOWSKIEGO.
Bezpośrednim impulsem
powstania grupy „ZA" była
śmierć samobójcza
utalentowanego malarza
EUGENIUSZA WYGOCKIEGO
„Benia".
Miejscem działalności „ZA"
stała się winiarnia „U Hopfera"
znajdująca się
na SZLAKU KRÓLEWSKIM
w WARSZAWIE
(Krakowskie
Przedmieście 53).

Zarząd
Zrzeszenia Artystycznego ZA

***

 

Strona główna / Trzeci obieg / Andrzej Wołosewicz

Andrzej Wołosewicz

strona w robudowie


Andrzej Wołosewicz

ABDYKACJA SUWERENA ?

 

 

Wiesław Sokołowski[1]/ od lat prowadzi pismo literackie „TRWANIE”[2], która to nazwa najlepiej oddaje to, co dla Sokoła charakterystyczne: działać mimo wszystko. A tych mimo wszystko miał Sokołowski niemało, od „Nowej Galerii Poezji i Malarstwa u Hoppera” w Warszawie (lata siedemdziesiąte) poprzez „Salon Poetycki ZA” na Srebrnej 12 w Warszawie (już w latach dziewięćdziesiątych) do stałej opoki, jaką jest „Zrzeszenie Artystyczne ZA” (w Rawce od zawsze do zawsze).

 

Dzięki tym doświadczeniom stał się nie tylko współtwórcą Szlaku Królewskiego w Warszawie, ale też jednym z nielicznych jego kronikarzy.

 

Krótka wzmianka jak trafiłem na Sokoła. Był rok bodaj 2002 gdy jurorował on w Piastowskiej Biesiadzie Poetyckiej (obok Pawła Kubiaka, Zdzisława Antolskiego, Bohdana Urbankowskiego). Jeden z owych wieczorów był poświęcony jego twórczości - zwróciłem wtedy uwagę na dwie rzeczy. Krótką, gęstą, jakby poszarpaną frazę poezji Sokołowskiego i jego… nieśmiałość, wstydliwość prawie!

 

 

…o ludziach, których nie było

 

 

Mam przed sobą książkę „Przecież milczę. Niepokorni Szlaku Królewskiego”[3]. Książka to niezwykła, serdeczny zapis pamięci o ludziach, z których wielu już odeszło do lepszego świata: Eugeniusz Wygocki „Benio” (1937-1973), Jerzy Zieliński „Jurry” (1943-1980), Jerzy Juliusz Emir (1940-1996), Marian Bogusz (1920-1980), Andrzej Partum (1938-2002), Wiktoria Iljin (1918-1995) by wymienić tylko niektórych bohaterów książki Sokołowskiego. Niezwykłość zadania, jakiego podjął się Sokół polega na tym, że po wielu ślad by zaginął wraz z ulotną pamięcią ludzką, inni – np.   Stanisław Stanik, Marek Kwaszkiewicz czy Jerzy Wardęcki – zostawili i zostawiają trochę swoich śladów także i teraz, ale wspólnym mianownikiem ich malarskich, plastycznych i literackich dokonań pozostanie Trzeci Obieg, termin ukuty przez Sokołowskiego i bardzo trafnie oddający ich usytuowanie w miejscu, którego nie ma tzn. tak poza obiegiem oficjalnym, jaki poza zinstytucjonalizowanymi strukturami PRL-owskiej opozycji. Nazywam „Przecież Milczę” zapisem serdecznym, bo nie jest to stricte historia czy dokument – a przydałoby się rzeczywiście naukowe opracowanie historii „Szlaku Królewskiego” od Grochowiaka, poprzez Partuma i kolegów.

 

 

Wernisaż obrazów Jerzego Wardęckiego w galerii Jednego Obrazu ;   otwarcie XI Festiwalu Sztuki Najnowszej ZA oraz  kolejna odsłona Muzeum Szlaku 2008.   Od prawej: Wiesław Sokołowski,  Włodek Iwanek malarz, Jerzy Wardęcki malarz, Michał Leszczyński  rzeźbiarz


 

 

Dzięki temu łapiemy Niepokornych w locie, czujemy ich oddech, możemy rozpoznać czy są przed czy już po wcale nie symbolicznej lampce wina. Autor, choć wszystkie jego wspomnienia i zapiski o  Przyjaciołach nie tryskają optymizmem ze względu na „milczący los” bohaterów Szlaku, potrafi jednak natchnąć czytelnika dobrym przekazem, przekazem Dobrej Nowiny Artystycznej, dlatego właśnie, że dla większości nie tylko tzw. zwykłych odbiorców kultury, bo i owych znawców, którzy bohaterów Szlaku nie zauważyli w swoich antologiach, sama możliwość odkrycia choćby z „drugiej ręki” istnienia Partuma czy Emira winna być ucztą, winna być wezwaniem do samodzielnego już podążania ich śladami. Jerzy Emir pisał (w 1982 roku):

 

 

zaszczuty przez was drodzy towarzysze

drogi koniecznej lecz jakże niespójnej

uciekam w obłok istności podwójnej

i nic już dla was więcej nie napiszę

 

 

jeśli myślicie że tym wam coś ujmę

możecie we mnie zrewidować ciszę

ocenzurować poświst mych zadyszek

i zamknąć przewód oddechu na trumnę

 

 

bat który sprawnie dzierżycie nad stadem

równie mnie tyczy jak i psia obroża

bo ja nie batem a językiem władam

świetlistą ciszą na krawędzi noża

 

 

i nie zwykłem aby iść za śladem

lecz pozostawiam ślady na bezdrożach

 

 

Jeżeli chcesz, Czytelniku innych przekazów, innych doświadczeń dotrzyj np. do wspaniałej sceny hotelowej wieńczącej pobyt autora „Przecież Milczę” z Partumem na spotkaniu w galerii poznańskiego Teatru Nowego prowadzonej podówczas przez Włodzimierza Branieckiego. Nie wspominając o towarzyszącej Sokołowi żonie Agnieszce, będącej nie tylko jego Muzą, ale i dzielącą z nim artystyczne pasje i artystyczne losy czy o Marku Rymuszce, z którym łączy Sokoła wiara w głębię i autentyczność ludzkiego życia, jeśli tylko człowiek tak chce je prowadzić, jeśli nie idzie na lep łatwych rozwiązań okupionych koneksjami na rzecz półprawd, półmyśli - słowem kłamstwa.

 

„Przecież Milczę. Niepokorni Szlaku Królewskiego” ma jeszcze i taki walor, że zawiera mnóstwo zdjęć z prywatnego archiwum autora i Przyjaciół, dzięki czemu możemy w jakiejś mierze zobaczyć a przynajmniej podejrzeć Szlak i takie jego miejsca jak „U Hopfera”, historyczne już „Hybrydy” czy legendarny „Largaktil” na Rynku Starego Miasta w Warszawie.

 

 

 

… i słowach, które krwawią.

 

Ostatnia książka Sokołowskiego „Pieśń o Garocie. Panoptikon” jest jak monada Leibniza – stanowi cały świat, obok innych „całoświatowych” monad. Dokładnie tak, jak rozpoczynający książkę wiersz „Prolog”:

 

„jedną widzę

jasną drogę


 

z siebie do siebie


 

nic bowiem

nie może być mi

dane ani zadane

co we mnie nie istnieje”

 

będący wprowadzeniem do „Poematu o oddychaniu i Szlaku Królewskim”. Oddychanie i Szlak Królewski, zestawienie znaczące, bo oddychanie to czynność życiodajna. Zatem mówić można i trzeba o oddychaniu Szlakiem Królewskim! Ale nie lekki to oddech, raczej palący w płuca. Oto początek „Poematu o oddychaniu i Szlaku Królewskim:

 

 

nie płyń

z prądem


 

nie ufaj

przypadkowi

 

 

nie licz

na łut  szczęścia

 

 

bo i tak

niewiele znaczysz

wobec

smoły nieba

 

Czujemy tu ciężar, wysiłek i to, że nic nie będzie łatwe; smoła to antypody wszelkiego pocieszenia, jakiego szukamy w niebiosach. Smoła to piekło. Szlak także bywał piekłem fundowanym Przyjaciołom Sokoła przez Wysłanników Belzebuba. Do dziś niektórzy tkwią poutykani w Związkach i redakcjach, o czym zaświadczają wyimki z korespondencji Sokołowskiego pomieszczonej na końcu książki. Ich lektura nie pokazuje drogi do literackiego Raju, jest raczej dokumentem mniej lub bardziej zawoalowanego pozbywania się „problemu Sokoła” skoro nie dało się udawać, że problemu nie ma, skoro Sokół był, tworzył, działał artystycznie, pisał i to pisał – jak pokazuje ta korespondencja – w sposób zbyt dobry, by do tego się przyznać. Oddychać smołą – nie proste to. Aby przy tym nie stracić jasności widzenia – ach, te smolne kłęby dymów! – najlepiej zbudować dystans a to zatrzymując się, a to zmieniając rolę uczestnika w rolę obserwatora i kronikarza. Zobaczmy następny wiersz:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Muzeum Szlaku

 

od prawej;

Jurry Zieliński,

Ewelina Michalska, Jasiu Himilsbach,

Gelo, w Galerii Rzeźby

przy ul. Marchlewskiego

w Warszawie

pod koniec lat

siedemdziesiątych.

 


 

 

nieraz trzeba

zboczyć

i powiedzieć

mam dość

upalnego popołudnia

mam dość

upojnej nocy

 

 

figur mam dość

karkołomnych

 

 

mam dość świtów

mam dość mgieł porannych

 

 

i tych na górze

i  tych na dole

mam serdecznie dość

Sokołowski jest poetą, który używa słowa jak skalpela. Ale słowo w jego ręku, to skalpel bez rękojeści, on sam także trzyma za ostrze, którym tnie. Dlatego, twierdzę, nie mieści się także w tzw. II obiegu. Nawet dla jego uczestników był zbyt zasadniczy. W walce o lepsze nie wdawał się w wyścig po władzę, bo zna zagrożenia samej władzy, nawet tej naszej, swojej.

 

mam

dom jeszcze

a nawet brzozę


 

inni, ściany nazywają domem

kartkę papieru nazywają

domem

swoją bezdomność nazywają

domem

 

 

oprócz domu mam ławkę

dobrze, że mam ławkę

 

 

gdy usiądę na niej

czuję się bezpiecznie

 

 

inni nie mają ławki

nie mają domu

 

 

są w drodze…

 

 

po ordery

po wstęgi

po zapomogi

 

 

po jeszcze jeden

dzień

 

 

darowany

 

Jeżeli tak ważne jest zakorzenienie, dom, domowina (termin używany przez poważnych badaczy tej problematyki, m.in. prof. Ulricha Schradego i dr Jana Zubelewicza),jest to, przypomnijmy, przesłanie z „Prologu”, że wszystko jest z nas, więc i zakorzenienie. Zakorzenienie w domu, udomowienie jest decyzją a nie przypadkiem, zbiegiem okoliczności, losem. Decyzja to ważne słowo dla opisu Sokołowych poczynań, choć on sam go nie wypowiada, ale przecież „decyzja” nie w wypowiedzeniu słowa, lecz w podjęciu. Inni wszak decydują o nas na miliony sposobów, w większości sposobów nieprzyjaznych, bo w grze życiowych interesów najczęściej jesteśmy przeciwnikiem dla innych, depczemy sobie po odciskach. Sokół, zdając z tego sprawę, sojuszników szuka wyłącznie wśród Niezłomnych.

 

 

… credo Sokoła

 

Moje pierwsze, już wspominane wcześniej   spotkanie z Sokołowskim miało taki posmak. Zobaczyłem człowieka, który czyta swoje wiersze, krótkie acz treściwe, które raczej umknęły publiczności, choć nie do końca, bo znalazły domorosłego krytyka z pretensjami, co mnie utwierdziło jedynie w ocenie nietuzinkowej wrażliwości tych wierszy, że trzeba umieć się do nich dostroić, dostosować, że są wymagające, choć przecież nie ma w nich piętrowych metafor, poetyckich zapętleń, zbędnego międlenia słów. Może więc dlatego? Tak, pomyślałem wtedy, właśnie dlatego. U Sokołowskiego ani autor ani czytelnik nie mogą schować się za słowa.

 

Widziałem Sokoła spłoszonego i wyraźnie zbitego z tropu tą krytyką i od razu przypomniałem Czechowicza odpowiadającego jednemu z czytelników: „Dotknęło mnie to słowo Pańskie „rutyna”, bo wydaje mi się, że właśnie wy, właśnie młodzi powinni rozumieć, że walczę, że tu idzie bój”. Zobaczyłem Poetę czytającego wiersze, które były dla mnie donośne jak spiżowy dzwon, gdy ich autor tymczasem wyglądał na takiego, który najchętniej pierzchłby po tych zarzutach bezrozumnego krytyka, że to takie urwane, że tak to może każdy i tak dalej. Tak? To pokażcie mi drugiego Sokoła. Krótka fraza? Rwany tekst? Skrót? Skrót to kondensacja, nasycenie. Emocje, tak jak prawda, nie tolerują rozwlekłości. Tak, tak – nie, nie. Przecież, gdy wdepniemy w gów… (komu to się nie zdarzyło?), nie mówimy: nienawidzę tego, trzeba czyścić buty i ten smród, tylko wołamy krótko: o kur..! Skrót to klucz do rzeczywistości, sposób otwierania nas na nią, zmywanie bielma z oczu. Skrót to sposób, aby dać się słowom wysłowić. Dlatego Sokołowski prowadzi wiersz krótkim wersem, zaledwie słowo, dwa, trzy, kilka słów. Im mniej słowa się tłoczą, tym lepiej brzmią. Sokół pozwala im wybrzmieć. Nie zachodzą na siebie, nie przeszkadzają sobie, nie zacierają swoich brzmień i znaczeń. To właśnie uważam za warsztatowe credo Sokoła: nie zagłuszać tonu słów, nie fałszować ich znaczenia. Nie trzeba karkołomnych konstrukcji, wystarczy słowom dać przestrzeń i czas, wystarczy – jak mówiłem – dać się im wysłowić. Dlatego ów krytyk-amator narzekający, że to takie krótkie, poszarpane, jakby wyjęte z większych całości (a gdzie te wyszukania, cały poetycki blichtr) w swym niezrozumieniu był nad wyraz trafny (choć chyba nie zdawał sobie z tego sprawy). Sokołowski przemawia sugestywnie i treściwie, dlatego, że docenia język i potrafi go eksploatować, wykorzystać. Posmakiem takiej postawy – a według mnie i dowodem – są odezwy. W niniejszym zbiorze mamy ich kilkanaście. Są świdrujące, głębokie, sceniczne. To ostatnie jest ważne, bo gdy je czytam, widzę scenę, z której powinny brzmieć (nawet nie pytałem Autora, czy źródłowo pisał odezwy „na scenę). Zapytajcie go czytając, a więc zapytajcie siebie! Bo sceną, na której Sokołowski „wystawia” swoją poezję jest kultura jako suweren, a dokładniej mówiąc, gdybym miał objąć jedną nazwą jego literacką twórczość, wystawia na tej scenie dramat „Abdykacja suwerena”.

 

… Odezwa do dzwonu

 

W hierarchii rozmowy autorów z czytelnikami wiersze Sokołowskiego sytuuję na poziomie, na który schodzą nieliczni. Sądzę, że ma to związek z tym, co wcześniej określiłem Niezłomnością, trzymania się kilku spraw ostatecznych. Jest to poziom, na którym autor nie polemizuje z innymi pozwalając każdemu na swój sposób oglądać rzeczywistość, aby zrozumienie pochodziło z dna jego istoty (kłania się Prolog). Przy takim sposobie podejścia do literatury, autorzy tacy nie mają nawet własnych uczniów, a w sensie literackim nikt nie idzie ich tropem. I nie wydaje się, aby im na tym zależało. Raczej skupiają się na tym, aby czytelnik, dążąc do „zrozumienia pochodzącego z dna własnej istoty” (prolog) dokonywał oczyszczenia, nie dał się zwodzić mirażom, ułudom, nie ulegał oszustom pieczołowicie gmatwającym ścieżki, zacierającym ślady własnych czynów, aby nie wierzył nowonarodzonym – mimo podobnego wieku – niewiniątek tak sprawnie prostujących swoje życiorysy. Sokół nie jawi się jako jedyny sprawiedliwy, on nawet nie odmawia im racji bytu:

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Wędrowcy   Szlaku Królewskiego w roku  2006

 

coda:

…świat

ani za duży

ani za mały


 

jest właściwy


 

pozwala istnieć

kroczyć

grodzić

wiązać

układać


 

wyrywać

zapętlać


 

iść z prądem

stojąc z boku


 

i liczyć


 

liczyć gwiazdy rzeczywiste


 

- bo liczbą otchłani

jest poezja

 

jest tylko przeciwko uzurpacjom opartym na kłamstwie, przemocy w rękawiczkach, usprawiedliwianiu indywidualnych czynów dominacją masy i systemu. Z tym, że ani masa ani system nie SĄ tworami samoregulującymi się, nie SĄ samoregulatorami za jaki uważamy choćby przyrodę podtrzymywaną ew. przez Boga czy boga-Słońce. Masa i system potrzebują władzy, kierownika, nadzorcy. W „Odezwie do ludojadów” otrzymujemy niemal socjologiczny opis efektów takiego mechanizmu, efekt naszego globalnego Panoptikonu. Diagnoza Sokołowskiego jest krytyczna, straszna, groźna. Tym straszniejsza, że wypowiadana nad wyraz spokojnie, nawet z literacko-poetycką nostalgią, co wytwarza dodatkowe napięcie. Odezwy poetyckie Sokoła to poetycki opis fundamentów, na których stoimy, na których opiera się nasz byt, fundamentów, które gniją mówi Sokołowski. A takiego sądu nie akceptują uzurpatorzy w wyścigu do władzy, uzurpatorzy wymieniani kolejno w „Odezwie do dzwonu”:

 

1. Państwo nie może być własnością ideologów i policmajstrów, gdyż wtedy Ojczyzna nasza zmieni się w poligon, w obóz, w armię ciągle maszerują.

 

2. Państwo nie może być własnością filozofów, poetów, nawet mędrców, gdyż wtedy Ojczyzna nasza stanie się nieskończoną dysputą, w której nikt nie ma pewności, że dożyje jutra.

 

3. Państwo nie może stać się świątynią, bo wtedy na stosie prawd jedynych zapłonie czas żywota naszego pożogą straszliwą…

 

4. Zawsze, piękne hasła torowały drogę okrutnikom, nikczemnikom, bezbożnikom. Zawsze, piękni ludzie – jeśli ucinali to przede wszystkim nie swoje piękne głowy…

 

5. Jedni mówią: nie można rządzić niewinnie, inni dodają: Bo świat jest smokiem, gdy jedyna głowa zniknie, zjawią się inne, jeszcze bardziej nieludzkie.

 

6. Państwo więc – to duchowe, to społeczne i to zarośnięte chwastami, gdzie ptaki odpoczywają po trudach lotu – nie może spełniać niczyjej myśli, nie może być niczyim znakiem, nie może słuchać niczyjego – nawet rozkołysanego i rozedrganego wiatrem – dzwonu.

 

7. Może tylko wznosić, trwać i milczeć potęgą moją, twoją, naszą – potęgą suwerenną.

 

Już wiesz, Czytelniku, dlaczego Sokoła nie ma? Dlaczego - z poziomu fundamentów – widać konkurujące onegdaj ze sobą w kulturze dwa jej obiegi, oficjalny i tzw. Drugi jako dwie strony tego samego? Bo uzurpacja, zawłaszczanie, niezależnie od znaku politycznego i moralnych intencji to śmierć dla kultury. A śmierć kultury to śmierć Narodu i jego emanacji – Państwa. Przeczytaj, czytelniku, jeszcze raz zakończenie „Odezwy do dzwonu”. Nie przypadkiem Sokół mówi o trzecim obiegu…

 

… najciemniej pod latarnią

 

„Pieśń o Garocie. Panoptikon” to pieśń , która przechodzi przez gardło, po czym jest – w reakcji na nią – wtłaczana w nie na powrót, bo drażni. Tak najkrócej opisałbym treść tego – krótkiego w końcu – poematu będącego poetycką peryfrazą naszej polskiej współczesności.  Przypominam tym, co nie wiedzą, że GAROTA to obręcz zaciskana gwintem, narzędzie tortur i kary śmierci przez uduszenie a PANOPTIKON to model więzienia (autorstwa filozofa Jeremy Benthama) model więzienia, w którym jeden strażnik może obserwować setki, sam pozostając niewidzialnym. Przypominam tym, co czasami wpierw czytają wstępy czy posłowia lub tym, którzy czytali „Poemat o garocie” a mogli już zapomnieć, że Sokół umieścił tam ostatni list swego Przyjaciela Emira z dramatycznym wezwaniem „Pomścij mnie, jeśli będzie trzeba”. Trzeba.

Podsumowaniem tej próby prezentacji odbioru Cokołowej twórczości niech będzie poetycka przestrzeń rozciągająca się między wierszami Moc pochodzącym z lat 70-tych:

 

jesteś na miarę strachu

własnego

w każdej chwili możesz być

powołany do nowych o

krop

ności

tutaj

nawet cudowna moc tworzenia

nie jest gwarancją twego

bezpieczeństwa


 

 

Stan z roku 1988:


 

wiersz wtedy, jeśli zacznę

kończę – i o dziwo żyje on

istnieje sam

gdyż ktoś w nim

prowadzi moją rękę

daje znaki, kieruje ruchem

mojej myśli

wtedy

katorga pisania co dnia

staje się lotem, darem

radością pełni –

mimo że powietrze – biel wchodzi

we mnie, przygniata dosłownością tak

że głowa pęka, i z nogi na nogę, jak

pijany, przekładam ciężar swojej

świadomości

by nie upaść


 

i czego dotykasz… z roku 1993 (z tomu „Trwanie pomimo”):


 

czego dotykasz

rób to w sposób wspaniały

niezwykły

w każdy szczegół

wkładaj wszystko:

i chmury i liść

i kryształ deszczu

 

myśl

nawet błahą

doskonal w sobie

- lubisz więc wznosisz…

 

wtedy praca twoja

chwilami stanie się

sztuką

a chwil tych

nie sposób zapomnieć

ani zapisać formą

 

Specjalnie zostawiłem je na koniec, niech wybrzmią, abyś, Czytelniku, nie został z przekonaniem jakiejkolwiek nierównowagi między temperaturą moralna, polityczną, cywilizacyjną a poetycznością, świadomością poetycką i myślą, bo wiersze Sokołowskiego są wierszami intelektualnymi. Sprząc emocje i intelekt w poetyckim słowie i zaprząc je do zadań fundamentalnych dla naszego prze-TRWANIA udaje się nielicznym. Sokół do nich należy. Obok Norwida. Nie przesadzam. Biorę pełną intelektualną i krytyczno-literacką odpowiedzialność za to zestawienie.

 

 



[1] Wiesław Sokołowski - poeta, człowiek-instytucja. Organizator niezależnego, ogólnopolskiego środowiska poetów, malarzy, rzeźbiarzy "ZA" działający na Szlaku Królewskim w Warszawie w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Autor książek poetyckich, redaktor, niestrudzony poeta-kronikarz, obrońca i promotor artystów zepchniętych na margines przez oficjalną politykę kulturalną minionego i obecnego totalitaryzmu. Jest prezesem Zrzeszenia Artystycznego "ZA" i dyrektorem Festiwalu Sztuki najnowszej "ZA". Od roku 1986 wydaje i redaguje pismo literackie Trwanie. Otrzymał Nagrodę Prezydenta Skierniewic (2005) oraz został nominowany do nagrody Grand Press (2007). Opublikował następujące książki:

Jeszcze za wcześnie (1976), Memoria Arae (1978), Trwanie pomimo (1993), Obumarli (1998),

Lubię (2002), Martwa Wolność (2002), Przecież Milczę  NIEPOKORNI SZLAKU KRÓLEWSKIEGO (2008).

 

[2] "Trwanie" jest pismem literackim Zrzeszenia Artystycznego "ZA", założonym i prowadzonym przez Wiesława Sokołowskiego. Pierwszy numer "Trwania" wyszedł roku 1986 w kilku egzemplarzach; natomiast od roku 1981 wydawany był Informator "ZA" na jednej kartce papieru A4.                                            Adres internetowy www.trwanie.republika.pl

 

[3] Przecież milczę. Niepokorni Szlaku Królewskiego   Wydawnictwo Za, Skierniewice-Rawka 2008