Wiesław Sokołowski - trwanie - pismo literackie 2016                                       Zrzeszenie Artystyczne ZA

















 
Rok założenia: 1986
ISSN 1507-9341

słowo o
TRWANIU

trwanieza@gmail.com 

Kliknij na miniaturkę, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij "zamknij", aby wyjść.


WIESŁAW SOKOŁOWSKI
red. naczelny "Trwania"


***


Wywiady

z Wiesławem Sokołowskim



*

PRZYZWOICI


BANDYCI


> część pierwsza

> część druga

> część trzecia


*

I tego będę się 

nadal trzymał


> rozmowa


*

CIĄGLE  NAS  UCZĄ  
JAK  MAMY
SKAKAĆ  PRZEZ  KIJ

czyli jak sobie sami szkodzimy
> wywiad


*

Ptaki Niezwyciężone
Polskie Niezalezne Media


*

wywiad z 2004

*

Zygmunt Trziszka (1937-2000)
tak pisze:

Wracając do Sokołowskiego - mamy do czynienia z prekursorem, mamy do czynienia z autorem, który nie pisze po to, żeby w ogóle pisać, tylko pisze dlatego że musi, że dyktat rzeczywistości go tak miażdży, maceruje, niszczy, że on się zachowuje adekwatnie do tej sytuacji, do tego położenia, że po pierwsze chce przetrwać ten okres, no, koncentracyjny. Przede wszystkim to wmawia sobie, że nie jest tak strasznie, bo przecież jak ktoś jedzie kolejką EKD, a jego kolejka w stronę Rawki podobna jest do EKD. To nie były warunki okupacyjne, że nagle ktoś leży, ktoś zabity, ktoś roztrzaskany – i właściwie mord psychiczny, to jest podstawowa forma morderstwa, która uprawiana jest w czasach wyspecjalizowanego, a bez mała skomputeryzowanego totalitaryzmu.

więcej




***


KALENDARIUM ZA


***

WIESŁAW SOKOŁOWSKI
i jego książki

Kliknij na miniaturkę, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij "zamknij", aby wyjść.




 

FILM SZTUKA KASY

www.youtube.com/watch_popup 

FILM WIERSZ PRZESŁANIE
www.youtube.com/watch_popup

FILM ODEZWA DO WSTYDU
www.youtube.com/watch_popup

FILM ODEZWA DO KOŁKA W PŁOCIE
www.youtube.com/watch_popup

FILM ODEZWA DO NIKOGO
www.youtube.com/watch_popup



Sokół w Belwederze

Kancelaria Prezydenta
Rzeczypospolitej Polskiej
zaprosiła Agnieszkę
i Wiesława Sokołowskich
do BELWEDERU dnia
26 stycznia 2010 roku,
gdzie o godzinie 13 – tej
odbyła się ceremonia
odznaczenia Wiesława
Sokołowskiego Krzyżem
Kawalerskim Orderu
Odrodzenia Polski

Do najważniejszych
odznaczeń państwowych
należą: Order Orła
Białego, Order Virtuti
Militari i Order
Odrodzenia Polski,
a także Order Zasługi
Rzeczypospolitej Polskiej .
Zgodnie z ustawą z
16 października 1992 r.
o orderach
i odznaczeniach
( Dz. U. z 1992 r. nr 90,
poz. 450, z późn. zm.),
ordery przyznaje
prezydent RP z własnej
inicjatywy oraz na wniosek
premiera bądź Kapituły
Orderów.

Order Odrodzenia Polski
ustanowiony w 1921 r.
nadawanyjest za wybitne
zasługi położone w służbie
państwui społeczeństwu,
a zwłaszcza za wybitne
osiągnięcia w działalności
publicznej podejmowanej
z pożytkiem dla kraju, za
szczególne zasługi dla
umacniania suwerenności
i obronności kraju, dla
rozwoju gospodarki
narodowej, służby
publicznej, za wybitną
twórczość naukową,
literacką i artystyczną,
za wybitne zasługi dla
rozwoju współpracy
Rzeczypospolitej Polskiej
z innymi państwami
i narodami.

Kliknij na miniaturkę, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij "zamknij", aby wyjść.



***

NAGRODA
PREZYDENTA
SKIERNIEWIC




***

WIESŁAW  SOKOLOWSKI 

BRAK

HONORU ?

 

1.   zaszczuli nas

swoimi ideologiami

swoimi utopiami

swoimi poetami

 

2.   zaszczuli nas

swoimi urojeniami

swoimi uproszczeniami

swoimi filozofami

 

3.   zaszczuli nas

swoją przewrotnością

swoją przebiegłością

swoją kłamliwością

 

4.   zaszczuli nas

swoją bezczelnością

swoją pazernością

swoją bezkarnością

 

5.    zaszczuli nas

swoja służalczością

swoją nikczemnością

swoją żygliwością

 

6.    zaszczuli nas

swoim szulerstwem

swoim szalbierstwem

swoim zdzierstwem

 

7.    coda

oto ich czyn:

brak honoru

oto ich przesłanie:

brak danego nam

              i Bogu

s ł o w a

12.09.2015

 

***

WIESŁAW SOKOŁOWSKI

By Poetów

nie zabijano ?

                                                            

- G. B. 


1.

chodzi

o to

 

by szubrawcy

nam historii

na naszą zgubę

nie pisali

 

by chamów

i prostaków

na prezydentów

nam nie

wybierano 

 > więcej


 


MIECZ

za tych bandziorów
co nas nachodzą
tutaj latami
przepraszam cię żono


za te kanalie
co od zawsze
po cudzych kątach
grzebią, węszą, szperają
przepraszam cię żono


za tą sobaczą swołocz
co Polskę
na oczach naszych
z żywej skóry obdzierają
przepraszam cię żono


za ten pomiot odmóżdżony
co od wielu pokoleń
jest pod jawną i skrytą
ochroną
przepraszam cię żono


za tych co zdradę
bez cienia żenady
pod niebiosa wychwalają
przepraszam cię żono


nie mogę się
z tym wszystkim pogodzić
więc z obawy i z lęku płyną
moje słowa


przepraszam cię
za każdy szary dzień
i za nic też


przepraszam cię żono
moja żono


Rawka
marzec 2012



***

POMNIK
UMARŁYCH
I ŻYWYCH



Krzyż z Krakowskiego

Przedmieścia

wzniesiony z lęku i trwogi

milionów

uświęcony –

naszą pieśnią

naszą mową

ma nie istnieć ?


Krzyż

i polskie kobiety

pod nim bite

azjatyckim sprytem

ma nie istnieć ?


Krzyż

wyświęcili

i wyparli się go zarazem

hierarchowie

judasze

ma nie istnieć ?


Krzyż

i otchłań co rośnie w nas

otchłań soczysta zielona

tak jakby z niej miała być

rzeźbiona suwerenna

korona

ma nie istnieć ?


Krzyż

szczerości, prawości

szacunku i godności


żywy ogień chwili

jeśli zapłonie staje się –


i wiecznością i pomnikiem

umarłych i żywych

ma nie istnieć ?


Rawka, dnia 25 października 2010 roku

***

CO CI ZROBIONO
POLSKO

- Jerzemu Juliuszowi Emirowi


1.

co ci zrobiono

Polsko

jakiż to koń

trojański

wjechał w progi

twe niezdobyte

i w serca

niezwyciężone…

 

2.

co ci zrobiono

Polsko

o, córo

nieba i ziemi

panno dojrzałych

kłosów zatracenia

pachnących pól

łubinu

jaśminu

wyciętych skrycie

spod okna

dzieciństwa

mego

co ci zrobiono?

 

3.

co ci zrobiono

Polsko

… powolutku idziem…

… powolutku myślem …

… potaniutku żyjem …

bo nie sposób siać

ani nadziei

ani dochodzić

praw swoich

 

4.

co ci zrobiono

Polsko

ja

schylony stoję

w środku nocy

swojej

ot, gałąź

a na niej nie ptaki

- na niej powróz

zawieszono

ot, życie

a w nim nie radość

- w nim zdradę

wywyższono

- to ci Polsko zrobiono

- to ci Polsko zrobiono



druk "Trwanie pomimo"
str 140 rok wydania1993


WIESŁAW SOKOŁOWSKI

***

OPINIE

 


Wiesław Sokołowski
- jeden najwybitniejszych
współczesnych polskich
poetów. Urodzony w 1944 r.
W latach 60 i 70 był
organizatorem niezależnego
środowiska twórców ZA.

Przez długie lata inwigilowany
przez PRL- owską służbę
bezpieczeństwa.

Redakcja Nieznany Świat
1/2007


Czy Sokołowski
jest męczennikiem za sztukę?
Wskazywałoby na to blisko
40 lat ustawicznej walki
o jej pryncypia i tyleż lat
wyniszczającej (w każdym
wymiarze) opozycyjności.
Jednak w jego wygłosach
niewiele jest kombatanctwa,
więcej zaś poczucia powinności
artystycznej, wierności sztuce
i samemu sobie.
Pośród żyjących obecnie
w Polsce, aktywnych twórców
poetów, niewielu może
szczycić się podobną
konsekwencją koncepcji
dzieła poetyckiego oraz wizji
posłannictwa człowieka sztuki,
co uparty “samotnik” z Rawki.

P. K.
NORMALNOŚĆ KONSEKWENTNA
Miesięcznik Literacka Polska
(1-2) 2003


Sokołowski ceni tradycję i ufa
trwałym wartościom (...)
Wspinając się ku górze,
pragnie unieść również świat.
Aby jak Atlas podtrzymać rozwój
najmniejszych nawet istot.

S. S.
BOŻE CHROŃ SOKOŁOWSKIEGO
Miesięcznik literacki
AKANT (Nr 6) 2003


Wiesław Sokołowski jest
jednym z najciekawszych
polskich poetów, a ja
poświęciłem mu kiedyś,
jeden ze swoich najważniejszych
reportaży. Nosił tytuł “Trzynasty
Krąg Sokoła” i został
opublikowany w 1988 r.
w tomie “Schody”, za który
dostałem wyróżnienie
“Życia Literackiego”.

M. R.
PRZYPADKI METAFIZYCZNE,
2002

***

WIESŁAW SOKOŁOWSKI jest
pomysłodawcą, organizatorem
ZRZESZENIA
ARTYSTYCZNEGO "ZA"
zarejestrowanego w lutym
1981 roku.

ZRZESZENIE
ARTYSTYCZNE „ZA"

jest organizacją twórców
profesjonalnych
- poetów, malarzy, grafików,
rzeźbiarzy, muzyków,
architektów, filmowców,
krytyków sztuki.

Zrzeszamy twórców z całego kraju.

Celem naszej organizacji jest:

1.Tworzenie nowatorskich wartości w sztuce.
2. Integracja różnych środowisk twórczych dla jedności dalszego rozwoju kultury narodowej.

Grupa poetycka „ZA" powstała
w roku 1973 z inicjatywy
WIESŁAWA
SOKOŁOWSKIEGO.
Bezpośrednim impulsem
powstania grupy „ZA" była
śmierć samobójcza
utalentowanego malarza
EUGENIUSZA WYGOCKIEGO
„Benia".
Miejscem działalności „ZA"
stała się winiarnia „U Hopfera"
znajdująca się
na SZLAKU KRÓLEWSKIM
w WARSZAWIE
(Krakowskie
Przedmieście 53).

Zarząd
Zrzeszenia Artystycznego ZA

***

 

Strona główna / IPN / Jerzy Zieliński JURRY

Jerzy Zieliński JURRY


Licznik odwiedzin: 151359


Wiesław Sokołowski "Sokół"

 

DRĄŻYŁ SPRAWĘ

DO KOŃCA PO SWOJEMU

Napracowano się nad nim, by losy jego potoczyły się we właściwym kierunku i by spotkało go to co miało spotkać – znaleziono go przecież pewnego pogodnego poranka wielce utrudzonego życiem i to aż tak bardzo, bo martwego (37 lat); znaleziono go pod oknami jego pracowni na Markowskiej w Warszawie – znaleziono i przykryto go gazetami PRL-owskiej propagandy anno domini 1980.       








Jurry Zieliński (1943 - 1980) w tle wiersz Wiesława Sokołowskiego:

prowokować rzeczywistość
to znaczy stwarzać ją
i to w każdej chwili w każdym momencie
ryzykując sobą

sobą jako jedynym
            instrumentem
powołanym do rzeczy
niebywałych
a nieraz nawet
i ostatecznych



PS. Ten wiersz okazuje się, 
że ma także innego autora.
Ktoś popracował nad tym 
aby tak się stało...



zdjęcie zrobione w galerii im. Beni U Hopfera  
na Krakowskim Przedmie
ściu 53 w Warszawie, 1973 rok.

 



1.

 

 Jurry Zieliński jest obecny w mojej twórczości od zawsze. Jeszcze za jego życia świętowaliśmy wiersz jaki mu zadedykowałem i opublikowałem   w „Literaturze” (15.V. 1977 ) pt. Kształt ptaka: 

pić

czystą

w czystych formach

słońca

i jak ogrom

nie ku europie

nie ku światu

- lecz ku sobie –

uderzyć

nagłym ciosem na oślep

chwili

- by potem –

błysk słowa wyostrzyć

w krtani

i wyciszyć, tu, odgłos

nawet lauru

by uchwycić (przenigdy) szum

tej jedynej obiecanej

i lekko aż po niepamięć

dotknąć

wiekowe dęby w sile wieku

 - porażone –

ni to z nudy, ni to z dumy

ni to ze sławy
 

Może te słowa brzmią zbyt patetycznie, jednak nasze błąkanie się przez wiele lat po Szlaku Królewskim w Warszawie miało w sobie coś z tego patosu i z tej nieukrywanej otwartości jaką może dać tylko   młodość.

  

2.

Jeszcze za jego życia napisałem także impresję do katalogu wystawy galerii BWA w podwarszawskim Piastowie; tekst ten został przedrukowany w folderze do wystawy Jurrego kilka miesięcy po jego śmierci; wystawa odbyła się w Domu Artysty Plastyka przy ul. Mazowieckiej 12 w Warszawie. Oto on:

 
 

O JURRYM

Postać pełna sprzeczności – bywalec bezimiennych barów wielkiej Warszawy. Stąd możliwe, że czerpie on – i to w sposób naturalny – pomysły z tej (czy tylko marginalnej?) rzeczywistości. Niemniej kreacyjność jego, w której celność skrótu podyktowana jest gorączką trwania, gorączką graniczącą z absurdalnością buntu – paraliżuje i podnosi niejednego z nas. Na sercu ! Stąd wszelkie środki, jakimi się on w swojej pracy posługuje są trafione; chciałby się powiedzieć, że Jurry nie maluje obrazów pędzlem, ale sobą. 

 

Swoim całym – pełnym nieporozumień, udręczeń, upokorzeń – życiem.

 

Nic więc dziwnego, że tak bardzo odległy jest i inny od tego stada lekceważących go, zawistnych mu a bezimiennych „artystów”. I choć sytuacja, na którą bywa skazana tego typu indywidualność jest momentami przeraźliwa, chora i nieludzka, niemniej:

ryzykując sobą
sobą jako jedynym instrumentem
powołanym do rzeczy niebywałych
a nieraz nawet ostatecznych

Zdobywa się przede wszystkim n i e z a l e ż n o ś ć czynu.

Bo przecież właśnie ta niezależność jest sprawą fundamentalną  wszelkiej działalności, tym bardziej w rzeczywistości artystycznej.

Sprawa więc Jurrego jest nadal w toku ...


Zresztą w ostatnich pracach jego, w których np. kolor stał się warstwą jakby dekoracyjną (tj. zewnętrzną, choć wielce znaczącą), czuje się wielkość myśli, godną klasyków naszej teraźniejszości.

 

Oto więc Jurry Terras Paradis – ślepa droga dla innych

 

"Sokół”  

(1976)

 

Pamiętam jak kilka tygodni przed jego końcem zderzyłem się z nim na szlaku – on z opuchniętymi i licznymi szramami na twarzy – wyciągnął z kieszeni pogięty, zalany piwem czy inną cieczą karteluszek – z poprzecieranymi grzbietami od składania i rozkładania – a na tym karteluszku był właśnie ów tekst. Mówię o tym nie dla żadnej chwalby, ale jego utożsamianie się z moją wypowiedzią w sytuacji takiej a nie innej utkwiło we mnie bardzo głęboko. W końcu Jurry był moim kumplem, bo bywało się to tu to tam - przecież nie kto inny tylko on otwierał Autorską Galerię ZA w moim rodzinnym domu w Rawce (1976).


3.

 Z Jurrym także przez wiele lat bywaliśmy u Mariana Bogusza w jego mieszkaniu - pracowni przy Kopernika 32/5. Tu rozbieraliśmy sztukę na części pierwsze tzn. majaczyliśmy o wszystkim i o niczym, by ten najważniejszy moment skupienia mógł tylko zaistnieć kiedy każdy z nas jest sam - przed obrazem czy przed gołą kartką papieru. Zresztą mieliśmy swoją sygnalizację. Marian wystawiał kwiatek w oknie, to była dla nas wiadomość, że oczekuje nas. „Konferencja” zaczynała się około 9 rano a kończyła się około 15-tej i trwała przez wiele lat. O 16-tej przychodziła żona Mariana „Szurka”. Marian siadał naprzeciw swojej sztalugi i czekał co mu się na świeżo zagruntowanym blejtramie pojawi; a kiedy wiedział co i jak wtedy w sposób zdecydowany zabierał się do malowania zapominając o wszystkim.

Jurry pracował inaczej – każdy   jego obraz był najpierw pomysłem i nieraz na małych karteluszkach szkicował te pomysły. Poniżej pokazuję rysuneczek z roku 1976, zrobiony w Rawce. Zresztą   różnie bywało, bo nie było w tym rutyny, raczej dominowała ekspresja życia, którą trzeba było w jakiś tam sposób zanotować, zapisać – czy zneutralizować.



Marian Bogusz w pewnym sensie był dla nas Mistrzem, zresztą Marian gardłował w sposób niewyobrażalny i karkołomny. Możliwe, że nasza obecność i nieukrywana wdzięczność, że możemy uczestniczyć w jakimś niebywałym spektaklu prawdy, powodowało to, że Marian sam przechodził siebie.

 

Bywało i tak, że nie starczało mu czasu by dokończyć to co zaczynaliśmy rano; wtedy razem z Jurrym wychodziliśmy od niego około 15-tej i jak zwykle – Marian z „Szurką” (żoną) jadł obiad i około 17-tej Mistrz wymykał się żonie na szlak - z reguły szliśmy do winiarni „U Hopfera” (Krakowskie Przedmieście 53), gdzie przy dźwiękach   wina wygłaszaliśmy tyrady zdań odbiegające od norm przewidzianych w podręcznikach komunikacji międzyludzkiej. I właśnie w tym fermencie wyłaniały się różne pomysły. A pierwsza wystawa przedśmiertna Jurnego Zielińskiego właśnie taką ma genezę.

Nie istniejąca dziś   galeria MDM przy Placu Konstytucji (Marszałkowska 34/50) była miejscem chyba największej wystawy Jurrego. Prawie wszystkie obrazy i to większości dużego formatu udało się nam zebrać. Dodatkowo na wernisażu gościliśmy „prosiaka na różnie” – zdobytego   gdzieś w okolicy Łowicza. Zresztą nasza wyprawa z Jurrym do Łowicza była egzotyczna. Udało nam się załatwić nie tylko prosiaka, ale nawet transport do galerii za firko. 


Umówieni byliśmy także z Boguszem o godz. 9-tej rano w galerii. Oczywiście Marian przybył w nastroju uroczystym – przejrzał uważnie i dokładnie obrazy i zaprosił nas do knajpy  "Pod filarami" vis a vis galerii, by przedyskutować zaistniałą sytuację. Zamówił odrobinę „ognistej wody z czerwona kartką” i skupieni przy „ognisku sztuki” zaczęliśmy intonować pieśni jak rozegrać ten spektakl obrazów. Dyskusja okazało się, że trwała kilka godzin, a owocem rozmowy była przejrzystość pokazania sztuki Jurrego jakby w dwóch pasach transmisyjnych. Te obrazy, które w istocie swojej były próbą szukania siebie - a więc bardzo wczesne - uznaliśmy, że trzeba   powiesić tak by dolna krawędź obrazu prawie dotykała podłogi, te zaś pełne Jurrowych poczynań pokazać w sposób tradycyjny na wysokości oka. Ów wydawałoby się banalny zabieg spowodował przejrzystość czy wręcz klarowność wystawy.

Uradowani, zadowoleni, że mamy właściwego wróbla w garści przybyliśmy ponownie do galerii by ostro zacząć robić wystawę, bo przecież jutro wernisaż. Ustawiamy obrazy w tej nowej wypracowanej przed chwilą formule i serca nam rosną – wystawa po takim drobnym zabiegu staje się jasna, lekka, czysta – wyłaniają się wręcz nieoczekiwane relację pomiędzy poszczególnymi pracami – tak   jakby zaczęła się rodzić   przestrzeń, z której niejako naturalnie zaczęły zakwitać jurrowe obrazy. 


Robota więc pali nam się w dłoniach, obraz za obrazem wkładaliśmy tam, gdzie były ich miejsca. To, co wydawało się takie skomplikowane, teraz nabiera swoistej prostoty – więc czujemy się   wolni - wolni nawet na wyciągnięcie młotka, którym wbijamy gwoździe by umocować obraz na wysokości oka.   


4. 

Zbliża się godz. 16-ta, w pokoikach administracyjnych zazgrzytały zamki. Urzędnicy kończą swoje urzędowanie. Od 8-mej rano do godz. 16-tej nieśli na swoich barkach dobre imię sztuki, teraz należy im się odrobina wytchnienia, odrobina odpoczynku i rozrywki. Przechodzą   obojętnie obok obrazów i nas, tak jakby byli myślami gdzieś daleko. Okolica powoli cichnie, krany milkną, klozety wyludniają się. A my gdzieś na którymś piętrze jesteśmy sobie zostawieni, mruczymy do siebie i robimy to co mamy robić. I oby ten stan wieszania trwał wiecznie. 

Wydawało się, że nic i nikt nie jest w stanie zakłócić naszego porozumienia, naszych ustaleń i naszej chęci zrobienia wystawy do końca. Wydawało się, ale tylko do momentu czy do chwili, kiedy to zaczął zbliżać się ku nam stukot obcasików pani dyrektor galerii. W sposób bardzo energiczny zdążała w naszym kierunku. Jako ostatnia a więc najważniejsza osoba opuszczała ten przybytek sztuki. Przybywszy  do nas, stanęła i pukając bucikiem o parkiet poprosiła byśmy opuścili galerię, bo czas pracy dobiegł końca. Ponadto dodała, że czekało na nas przez kilka godzin dwóch pracowników z obsługi wieszającej obrazy. Widziała nas wprawdzie rano, ale gdzieś zniknęliśmy, teraz jest koniec pracy i ona prosi byśmy też stąd sobie zniknęli. Bogusz słuchał tych wywodów, kiwał głową i poprosił, że niech zostawi nam klucze, przecież jutro jest wernisaż i trzeba wystawę dokończyć. Jurry i ja siedzieliśmy sobie wysoko pod sufitem na drabinie i z ciekawością przysłuchiwaliśmy się wymianie coraz bardziej zdecydowanie wypowiadanych zdań. Co więcej, Jurry zaczął delikatnie nucić sobie pod nosem jakąś bogobojną pieśń, tak jakby to wszystko co się na dole pod drabiną dzieje nie dotyczyło jego osoby. Zdanie wypływające z ust pani dyrektor i zdanie wypływające z usta naszego mentora i Mistrza co chwila nabierało innych zabarwień, zwrotów, wykrzykników. Wyszło na to, że zaczęli sobie brykać do tego stopnia iż huczało już w całej galerii i rozprzestrzeniało się coraz dalej i dalej. 


Wszystko jednak umilkło po słowach:   jeśli tak chcecie i jeśli nie opuścicie galerii będę zmuszona zadzwonić na milicję, by was stąd usunięto siłąA dzwoń sobie - poirytowany Bogusz odpowiedział. Pani dyrektor wykręciła się na pięcie i tak jak pukając obcasikami przybyła   tak teraz jeszcze bardziej zdecydowanie pukając skierowała się do swego gabinetu; przekręciła ponownie klucz w zamku, który pod naporem energicznej rączki aż jęknął; za dobrą chwilę usłyszeliśmy szczebiot do słuchawki telefonicznej informujący o jakimś wtargnięciu do galerii, a ktoś drugi słuchał i słuchał po drugiej stronie telefonicznego kabla.


Akcja więc nabrała nieoczekiwanego tempa - po niecałych kilku minutach wkroczyła na teren świątyni sztuki kilkuosobowa grupa umundurowanych panów i osobnik z szarżą gwiazdkową zaczął tokować w kierunku Bogusza. My na drabinie z Jurrym wieszaliśmy dalej obrazy – Bogusz zaś w całej swej okazałości głosem tubalnym wszedł w szranki i dialog. Odpowiadał na zadawane mu pytania w sposób jasny i stanowczy opisując zaistniałą sytuację. Co więcej zaproponował, że skoro są na służbie to niech zrobią dobry uczynek, bo tu chodzi o nie byle jaki interes, ale o interes – jak Bogusz to ujął – dotyczący sztuki polskiej. Nie wiem co się stało, a raczej co zaiskrzyło, ale „gliniarze” rozeszli się po całej galerii, zaczęli oglądać obrazy – trwało to dość długą chwilę, wreszcie zgodnie uradzili i uprzednio poprosiwszy panią dyrektor poinformowali ją, że oni tutaj zostaną z nami i popilnują nas, a ona niech spokojnie idzie do domu a rano o godz. 8-tej któryś z nich dostarczy klucze. Panią dyrektor zamurowało, patrzyła na nas z miną jakby za chwile miała zwymiotować. Jurry zaś   dalej nucił swoją bogobojną pieśń, przygotowując się widocznie duchowo do smażenia prosiaka na rożnie, którego kwik miał otworzyć jutrzejszy wernisaż.


5.

Stefan Gierowski, kilka dni temu - w Noc Muzeów 2010 w Warszawie - opowiadał, że był w Krakowie, gdzie zostawił   książkę „Niepokorni Szlaku Królewskiego”. Nie powiedział mi jednak, że chodzi o wystawę Jurrego Zielińskiego. Wiele lat temu był już realizowany pomysł wystawy w Muzeum Narodowym w Warszawie. Nawet miałem rozmowę z panią kurator, która odwiedziła mnie w Rawce. I choć energicznie krzątała się wokół tej sprawy, niestety nic nie wyszło. Można domniemywać, że   niebo nad naszymi głowami przesłoniły mroczne i ciemne chmury. Był to   wprawdzie okres schyłkowy PRL-u, jednak z pomysłem zrobienia Jurremu wystawy w Muzeum Narodowym rozprawiono się w sposób szybki i jednoznaczny.

Dlaczego tak miały się sprawy - myślę, że odpowiedzi należy szukać w zapisach agentów w środowisku plastyków warszawskich, którzy tak raportowali:

 






































Wyciąg z informacji operacyjnej ko. „MM” z dnia 7.03.1978 roku.

Zieliński Jerzy, PS. „Terras Paradis”, artysta plastyk związany z grupą  „O poprawę”. Pochodzi ze wsi. Jego świetlane lata już się skończyły.

Prace swoje wystawiał m.in. w Paryżu. Negatywnie ustosunkowany do obecnej rzeczywistości. Karany wyrokiem 3 lata w zawieszeniu za pobicie dziewczyny. Mieszka w W-wie, żonaty, jedno dziecko, ale żona nie pozwala mu widywać się z nią i dzieckiem. Brał udział w wydarzeniach marcowych.

Za zgodność: ppor. J. Ciborowski

 








































Wyciąg z informacji operacyjnej ko „MM” z dnia 24.03.1978 roku:
Co do Jerzego Zielińskiego, to był on kiedyś kierownikiem grupy „O poprawę”. Miał parę razy wstrząs mózgu, leczy się, jest stąd niepoczytalny. Uważany jest za wariata. Wiem, że posiada gdzieś na Pradze pracownię plastyczną, ale nie przebywa tam. Nie wiem gdzie mieszka, trudno go znaleźć. W lecie przebywa ciągle na plenerach w Polsce. Z żoną rozszedł się, z dziećmi zabronione ma widywać się.                     

Za zgodność: ppor. J. Ciborowski

 

 


































Wyciąg z informacji operacyjnej ko. „SIM” z dn. 28.03.1978 roku:
Odnośnie trzech „modeli”, którzy rozpędzili dwa zebrania w OW ZPAP, to o Zielińskim PS. „Jurry” mówi się, że jest to tylko pijaczek, nieszkodliwy dla otoczenia (…).

 Za zgodność ppor. J. Ciborowski

 

 








































Wyciąg z informacji operacyjnej od tw. „Robert” z dnia 31.01. 1979 r.
Co do Jerzego Zielińskiego, to słyszałem, że znajduje się on na kuracji odwykowej. Znany jest w środowisku jako alkoholik, awanturnik, osoba właściwie niepoczytalna. W grudniu ub. r. wywołał znowu awanturę w kawiarni OW ZPAP. Zachowywał się, jakby był w szale. Wezwano pogotowie psychiatryczne, ale przyjechała zwykła karetka. Zieliński pobił sanitariuszy zanim udało im się go zabrać.

 Za zgodność: ppor. J. Ciborowski

 

 





































Tajne spec. znaczenia

 

Tow. Ciborowski

Przejąć teczkę kandydata i zarejestrować na własne konto. Dobór osoby Zielińskiego jako kandydata na TW do sprawy Narzyńskiego jest uzasadniony. Obawy może budzić jednak strona moralna tego człowieka. W tej sytuacji koniecznym jest pilne ustalenie jak praktycznie przedstawia się jego pijaństwo. Czy mimo tego posiada on jakieś osiągnięcia artystyczne? Co się o nim mówi w środowisku plastyków Warszawy? Odpowiedzi na wiele pytań dostarczyć może bezpośrednia z nim rozmowa, którą należy zorganizować możliwie szybko. Mieć przy tym na uwadze, że jako pijak i człowiek karany za zniesławienie funkcjonariuszy MO – Zieliński będzie prezentował niechęć do przedstawicieli organów porządku publicznego. Z tego wynika konieczność dobrania odpowiedniego pretekstu rozmowy z nim, a także miejsca w którym została ona przeprowadzona. Zaprogramowanie tego możliwe będzie jednak po zebraniu nieco więcej informacji o życiu, kontaktach i jego działalności na co dzień.

Termin opracowania i pierwsze rozmowy nie mogą przekraczać trzech miesięcy. 

 ZASTĘPCA NACZELNIKA

4.X. 1978 r.

 

6. 

Dlaczego i co spowodowało taki napór zła na Jurnego? Co zrobił a czego nie dopilnował, przeoczył, zaniedbał? Jaki błąd popełnił? A może kogoś uraził, a może komuś coś powiedział, a może jakiś niepotrzebny obraz namalował? Życie pisze różne scenariusze i na pewno różne sprawy decydują o tym, że jedni są górą a inni doliną.


Można snuć wiele przypuszczeń, ale gdzie tak naprawdę leży pies pogrzebany – nie wiemy – a może nieraz nie chcemy wiedzieć.   Czy zresztą można i czy wolno mieć pretensję do „twórców” pasujących niejako sobą do politycznych mentorów z którymi razem tworzyli i tworzą jakąś lepszą rzeczywistość. Czy w ogóle warto się nad tym zastanawiać?

 Tylko co zrobić z tymi innymi, co z przekory a może i z przenikliwości, którą zdobyli także poprzez swoja sztukę, kreują świat taki, który powoduje, że przysłowiowe szczęki opadają przeróżnym cenzorom, biurokratom czy ideologicznym „myślicielom”. Nie rozpisując się zbytnio – Jurry miał szczęście i zarazem go nie miał – zrobił obraz na XXX-lecie PRL-u. W nim namalował pięknie wręcz ślicznie skrojone biało czerwone usta. Na ustach zaś postawił trzy iksy w kształcie trzech klamerek, by żaden dźwięk nie mógł wydobyć się z tego miejsca… 






 Pamiętam dokładnie, choć przecież minęło tak wiele lat, to zamieszanie jakie powstało wokół Jurrowego obrazu. Pamiętam, bo był on wystawiony po raz pierwszy w galerii im. Beni „U Hoppera” (1974). Pamiętam zamieszanie także wokół nas – bo galeria była oddalona 400 m od Ministerstwa Kultury i Sztuki a w takich miejscach trudno było tolerować jakąkolwiek kontrabandę artystyczną.


Byliśmy młodzi i tak naprawdę nie podejrzewaliśmy z czym i z kim mieliśmy do czynienia i że są takie rejony w które lepiej nie zapuszczać się. Przecież młodość nas niosła, niosła nas także sztuka – i tyle a może aż tyle.

 

7.

Dziś czytając raporty jakie składano na niego, jestem coraz bardziej przekonany, że poprzez ten obraz na XXX-lecie PRL-u Jurry wystawił siebie na odstrzał. 

Ten obraz naruszał w jakimś sensie sacrum PRL-owskiej rzeczywistości. Można było niby krytykować, niby nie zgadzać się z tym czy owym, ale były bardzo wyraźne granice tej niezgody. Jurry widocznie przekroczył ową granicę, postawił o jeden wykrzyknik za dużo może nie zdając sobie z tego sprawy – ale dla władz nie miało to większego znaczenia, stąd we właściwy sposób zajęto się nim.


Wokół niego pojawiła się agentura. Wymieńmy ich: ko „MM”, ko „SIM”, tw „Robert” i na pewno wielu innych. Oceniali, raportowali i właściwie krok po kroku spychali go na margines, w nieistnienie, w niebyt, cyt. Jego świetlane lata już się skończyły. Miał parę razy wstrząs mózgu, leczy się, stąd jest niepoczytalny. O „Jurrym” mówi się, że jest to tylko pijaczek, nieszkodliwy dla otoczenia. To są zdania z raportów pisanych w roku 1978/79. W tym czasie Jurry tygodniami przebywał u nas w Rawce. Pamiętam nasze rozmowy. Był wrażliwy, dowcipny, pełen życia, jednak czymś się martwił, czegoś się obawiał, po prostu nie chciał wracać do Warszawy.

Dziś wiemy, że bardzo skrupulatnie pracowano nad nim i może nad całą jego rodziną. W IPN-nie jest dokumentacja mówiąca o tym jak próbowano z niego zrobić agenta. Wszystko było przygotowane, wszystko było posprawdzane, jednak nie ma żadnych podpisów Jurrego, tylko same puste kartki. W końcu zrezygnowano z tego pomysłu, obawiając się dekonspiracji z jego strony.

 Dla mnie Jurry jest nie tylko wybitnym malarzem ale jest w jakimś sensie kamikadze Szlaku Królewskiego, wręcz jego bohaterem – bo systematycznie bity, okładany kastetami oraz poddawany różnym szykanom psychicznym, pomimo to drążył sprawę do końca po swojemu …

 




































Teczka personalna Jurnego Zielińskiego IPN 00249/934

  

8.

W innym wierszu mu zadedykowanym a opublikowanym w

„Trwaniu pomimo” (1993), tak pisałem :

 

(…) życie

to nie umysł wszechogarniający

to coś więcej

niż wyobraźnia i siła

to nie gra słów

to jakby cierpliwe i uparte

wpatrywanie się w otwartość

w niebo

więc

taki oto maluję obraz

gdzie kolor znika, forma

przepada

taką oto wznoszę rzeźbę

co znaczy lot, nie będąc

lotem

co znaczy czas, nie będąc

czasem

taki oto piszę wiersz

gdzie słowo przestaje być

słowem

gdyż skwierczy

 

próba

ciągła próba

i ducha i wiary

i wielu innych niezbadanych

praw

które są, istnieją, w spichlerzu

ziół i nieskończoności

istnieją

bo oczyszczają naszą

krew, nasz umysł

bo potrafią odróżnić

zło od dobra

dobro od zła

sen od bezsenności

bezsenność od czuwania 

Reasumując - mogę przypuszczać, a nawet jestem coraz bardziej pewien, że te trzy klamerki na pięknie wymodelowanych ustach z okazji XXX-lecia PRL-u Jurrego zgubiły. Bardzo napracowano się nad nim, by losy jego potoczyły się we właściwym kierunku i by spotkało go to co miało spotkać – znaleziono go przecież pewnego pogodnego poranka wielce utrudzonego życiem i to aż tak bardzo, bo   martwego (37 lat); znaleziono go pod oknami jego pracowni na Markowskiej w Warszawie – znaleziono i przykryto go gazetami PRL-owskiej propagandy anno domini 1980.       

 

Rawka, czerwiec, 2010 rok